poniedziałek, stycznia 23, 2017

Nie zawsze jest różowo

Autor: Anorexic.Candy o poniedziałek, stycznia 23, 2017
Zaczyna się od wrednego budzika. Za oknami ciemno, pokój zimny, bo przecież nikomu nie chciało się zamknąć okna, na dodatek cały czas wracał koszmar, że Foyet chce mnie zabić, więc w sumie spałam może ze trzy godziny. Potem jest tylko gorzej. Telefon wpada za pralkę, a ja próbuję ożywić mózg na tyle, by przypomnieć sobie, co on w ogóle robił w łazience. Aaaa tak, muzyki słuchałam. Przy okazji akcji ratunkowej spada mi paletka cieni, jeden się ukruszył. No nic, i tak go rzadko używałam, bardziej irytuje połamany zawias utrudniający zamknięcie paletki, ale cóż zrobić, czasu nie cofnę. Dla rozrywki jeszcze upuszczę krem, niech się rozciapie po całej łazience i przy okazji po nowej bluzce. Na autobus ledwo zdążę, ale halo! Nie ma co się cieszyć! Przecież się zepsuje po drodze, żebym miała okazję na bieg po super prostych chodnikach w butach na obcasie. Dobrze, że to zima, bo w ulubionych 11 cm szpilkach chyba bym nie podołała. Do biura wpadam na ostatnia chwilę i okazuje się, że jeden z systemów nie działa, a pracownicy chyba mają jakiś konkurs, kto mnie pierwszy wyprowadzi z równowagi. Najpierw co pół godziny ktoś nowy informuje mnie, że system nie działa (chyba naprawdę wyglądam kiepsko, skoro myślą, że nie zauważyłam). No cóż. Na skrzynce czekają na mnie dwa maile, które tylko pogarszają sytuację. A wierzcie mi - nie lubię jak ktoś traktuje mnie jak debila. Potem Iksińska ma problem z tym, że dostała coś do roboty i mam to natychmiast (cytat) "zabrać". Niestety nie sprecyzowała dokąd, więc próbuje zmusić mój leniwy mózg do pracy, ale na nic sensownego nie wpadłam. Ktoś ma jakiś pomysł? Po pracy trening z którego ledwo wychodzę z życiem, znowu ucieka mi tramwaj, a w domu potknę się i wyleję cały koktajl na podłogę i pół ściany. Nadmienię, że składników na nowy nie ma, więc decyduję się iść spać głodna. Przed snem chce jeszcze zajrzeć do książki od gramatyki i wściekam się, gdy odkrywam, że zostawiłam ja w pracy. Mówi się, że to niby pierdoły, ale jak się nagromadzą na raz to chyba nawet świętemu by puściły nerwy. I nie ma co się dziwić. 


©Anorexic.Candy

Każdemu zdarzają się gorsze chwile. Możecie mi wierzyć albo nie, ale ostatnie pół roku było u mnie tą gorszą chwilą. Nie było diety, ćwiczeń, nauki... Szkoda gadać :-) Z tego okresu wyciągnęłam jedną ważną lekcję: mam prawo do gorszego dnia. Mam prawo być zła, smutna, wściekła. Mam prawo rozwalić się na kanapie i nie robić nic produktywnego. Dotarłam do etapu, że po prostu akceptuje stan, w jakim się znalazłam i dałam sobie czas. Już nie próbuję na siłę się pozbierać, bo wychodziło mi to naprawdę kiepsko. Staram się oczywiście unikać stresu i denerwowania się (w końcu lekarz zdecydowanie zabronił), ale jeśli zdarza się taki dzień jak dziś i wybuchnę - cóż, nie jestem idealna, może następnym razem pójdzie mi lepiej. Pracuję nad programem awaryjnym, właśnie na takie dni gdzie wszystko idzie nie tak jak powinno. Tak jest o wiele łatwiej :-)

2 komentarze:

iTysia on 25 stycznia 2017 18:01 pisze...

Haha brzmi jak mój dzień :D Zasypałaś mnie motywacją, także wiesz, nie mogę odpisać Ci nie, więc cóż, zabieram się do roboty :P

Anorexic.Candy on 25 stycznia 2017 22:06 pisze...

Jupi <3

Prześlij komentarz

 

Motivate me... Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos