niedziela, stycznia 01, 2017

Nowy rok, nowa ja

Autor: Anorexic.Candy o niedziela, stycznia 01, 2017
Oh, come on!!! Obiecuję sobie tak co roku i wychodzi z tego tyle samo, co z marzeń moich bliskich o śniegu na święta. No po prostu: sorry, ale nie. I nie liczy się to, jak bardzo czegoś pragnę. Bo pragnąć to sobie mogę, w końcu kto mi zabroni? Nawet czasem mi się uda i zrobię coś, by swoje pragnienia zmienić w rzeczywistość, ale... Nie jestem idealna. Okay, jak coś mi sprawia przyjemność to chętnie poświęcam na to czas. Ale na wszystkie inne rzeczy, które wymagają ode mnie jakichś poświęceń, reaguję jakby kazali mi się przytulić do pająka. Pająków nienawidzę, także... Problemem jest też mój okropny charakterek. Po prostu łatwo się poddaję i totalnie w siebie nie wierzę. Ale wiecie co? Zeszły rok był tak kijowy, że aż mnie na wymioty zbiera. Wyciągnęłam jedną, najważniejszą lekcję: nigdy tak naprawdę nie wiadomo, ile życia mi zostało. I to ode mnie zależy, jak ten czas wykorzystam. Mogę dalej zajadać stresy czekoladą i innym syfem, a potem marudzić, że waga nie taka, a żołądek razem z wątrobą średnio co 2 dni odmawiają współpracy. Mogę też coś z tym zrobić. Takich "mogę" w moim życiu jest wiele. Oczywiście wszystko z rozsądkiem, nie ma co się oszukiwać, że nagle przestanę być taką zakupoholiczką czy też przestanę się przejmować byle czym... Już prędzej piekło zamarznie ;-) Jednak tradycja to tradycja, postanowienia noworoczne muszą być:

1. Praca

Odbyć szkolenie, dzięki któremu zyskam kolejny "masakrycznie przydatny do życia" papierek. A gdy papierek już zdobędę to ładnie go włożyć tam, gdzie papierki być powinny, a nie pieprznąć byle gdzie, by potem znaleźć go w lodówce. O ile w ogóle go znajdę.

Nie dać się tak szybko wyprowadzić z równowagi. Ja wiem z kim pracuję, więc brzmi trochę jak mission impossible, ale może uda się chociaż przez godzinę zachować spokój i nie wymordować wszystkich dookoła. No, może 30 minut. Albo 5?

Nie awansować. Problemów mam już wystarczająco, nie potrzebuję kolejnych, dziękuję bardzo.

Przypomnieć szefowej, że jestem fajna. I że beze mnie ten świat nie istnieje.

Zakończyć projekt, który miał wejść w życie w zeszłym roku, a skończyło się jak zawsze. Nie z mojej winy, ja grzecznie wszystko zrobiłam, nawet zrezygnowałam z urlopu, to klient mało ogarnięty i nie potrafi sobie z niczym poradzić. A znając mojego klienta i jego zdolności to na pewno zapomniał, żeby zrobić sobie takie postanowienie noworoczne. Więc robię je ja :-)

Wykorzystać urlop. Ten zaległy oczywiście ;-) 12 dni urlopu mi przechodzi na 2017, normalnie pracoholik ze mnie.

Nie przeginać z nadgodzinami. Patrz punkt wyżej.

2. Wygląd i zdrowie

Jedzenie jak prosiak jest be. Brzuszek będzie bolał. Dupa urośnie. Czysta micha, ćwiczenia i odpowiednia ilość odpoczynku. Innej opcji nie ma.

Słuchać Pana doktora. Pan doktor jest mądry, medycynę skończył, więc na pewno wie lepiej, co jest dla mnie dobre. Do tej pory się nie mylił i choćbym nie wiem co sobie myślała i robiła, zawsze wychodziło na jego.

Kudły. Jakoś przecierpieć ich okropną długość i wytrzymać do września. Jakoś zadbać o nie bardziej. A potem mogę sobie nawet różowego irokeza pierdzielnąć. Bo zasłużyłam.

Balsamować zwłoki. Przy okazji z zapasów kosmetycznych zejdę, o ile nie dostanę znowu zaćmienia umysłowego w jakiejś drogerii.

Uh, teges. Porządek w szafie.

No i zacząć biegać. Jestem z tych, co na hasło cardio pokazują środkowy palec, ale kondycja z kosmosu się nie weźmie :-( Wróżka zębuszka też tu nie pomoże ;-(

3. Blog

No co ja będę się rozpisywać jak głupia. Być tu, ot co.

4. Języki obce

Nowy rok, nowy język *głośny rechot w tle* a tak serio to dawno sobie nic nowego nie dokładałam ;-) tym razem będę zmuszona hihi

5. Podróże

Włochy!!!!!
I pewnie gdzieś jeszcze pojadę, bo przecież na dupie nie usiedzę.



Uhm... Sporo tego wyszło. Jak zwykle ;-) Czeka mnie pracowity rok!

8 komentarze:

Aleksandra J. on 1 stycznia 2017 10:19 pisze...

Nadgodziny, dawanie z siebie więcej niż tego chcą - nie warto. Przeżyłam to i wiem, że nie warto. Trzeba odpuścić. Szkoda życia, szkoda zdrowia.

Pozdrawiam i trzymam kciuki za to, żebyś miała czas na odpoczynek w tym roku.

nadziejka on 2 stycznia 2017 15:59 pisze...

A ja jak zwykle jestem ciekawa, co to za język ;)

Anorexic.Candy on 2 stycznia 2017 16:54 pisze...

Aleksandra masz rację :) Muszę schować mój perfekcjonizm do kieszeni ;)

Nadziejko - włoski, przyda się w Rzymie ;)

iTysia on 2 stycznia 2017 20:37 pisze...

Pożegnaj perfekcjonizm Bejbe! :D Z blogiem mam to samo, nawet dzisiaj podsumowanie zrobiłam :) Trzymam za Ciebie kciuki, przecież nie będę Ci wklejać tekstu o postanowieniach, tylko powiem, że Tobie się uda! Bo się uda, wiesz to, prawda?

Anorexic.Candy on 6 stycznia 2017 08:31 pisze...

Tysiaczku :-) zobaczymy haha

Unknown on 6 stycznia 2017 12:11 pisze...

Szalenie się cieszę, że wróciłaś!
Twoje posty o nauce języków naprawde zmieniły moje życie o 180 stopni, były też ogromną motywacją. Dobrze że jesteś spowrotem :)

Anorexic.Candy on 6 stycznia 2017 12:21 pisze...

Dziękuję <3 takie komentarze dodają mi skrzydeł :)

Magda I. on 24 stycznia 2017 11:14 pisze...

Fajnie że wróciłaś :) Zabieram się za nadrabianie styczniowych postów :)

Prześlij komentarz

 

Motivate me... Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos