czwartek, lutego 02, 2017

Moja droga do bycia fit: jak to się wszystko zaczęło

Autor: Anorexic.Candy o czwartek, lutego 02, 2017
Nigdy nie byłam fanką aktywności fizycznej. O ile w podstawówce miałam fajną nauczycielkę w-fu, która pozwalała mi grać z chłopakami w nogę, był też raz w tygodniu basen, o tyle w gimnazjum zaczęły się moje problemy. Z racji przebytej poważnej operacji nie wolno mi było wykonywać pewnych ćwiczeń, odpowiednie zaświadczenie lekarskie zostało oczywiście dostarczone do nauczycielki i szkoły. Niestety ponoć "program nauczania w-fu" wymagał ocen właśnie z tych ćwiczeń, których nie wolno mi było wtedy wykonywać i na nic zdał się świstek od lekarza... Miałam do wyboru albo odmówić wykonania ćwiczenia i dostać jedynkę, albo ryzykować swoim zdrowiem. Domyślacie się co wybrałam? Sytuacja skończyła się na niezłej awanturze i ostatecznie na zwolnieniu z w-fu przez resztę gimnazjum i całe liceum.


Obecnie jak widzę te wszystkie kampanie pt. Stop zwolnieniu z w-fu to nóż mi się w kieszeni otwiera. Jasne, na pewno jest w nich odrobina racji, ale z drugiej strony - zamiast wywalać mnóstwo kasy na kampanie reklamowe proponuję ufundować dzieciakom ciekawsze zajęcia np. wyjścia ma basen, wyposażyć sale gimnastyczne w lepszy sprzęt... No i przede wszystkim fajnie by było, jakby do tych wszystkich mądrali dotarło, że nie każdy człowiek ma taką samą sprawność fizyczną, więc ocenianie dziecka na podstawie tego, ile brzuszków zrobi na minutę (jak było u mnie) jest totalnie niesprawiedliwe. Ciekawe zajęcia i brak ocen na pewno przyczyni się do spadku ilości zwolnień. Wiem po sobie, na studiach miałam już wybór zajęć w ramach wychowania fizycznego i obyło się bez zwolnienia.

Ale nie o tym miałam pisać ;-) Po przeżyciach z czasów w-fu byłam zniechęcona do aktywności fizycznej i choć od czasu do czasu pojawiałam się w klubie fitness to jednak nadal nie sprawiało mi to jakiejś szczególnej radości. Były to bardziej próby oszukiwania samej siebie - w końcu ruszam się, więc coś robię. Moja kondycja była w fatalnym stanie, ciało... No cóż, waga przekroczyła 100 kg, wyobraźcie sobie, jedna wielka galareta. Czy było mi źle? Oczywiście! Skutki uboczne takiego trybu życia są ogromne, widzę to dopiero teraz.

I nagle wszystko się zmieniło. Przez przypadek. Przyszła bratowa namówiła mnie na wspólne pójście na zumbę. Była sobota, nie miałam nic ciekawszego do roboty... W klubie fitness zaliczyłyśmy nieźle zdziwienie. Okazało się, że pomerdałyśmy godziny i zumba właśnie się kończy. Następne miały być zajęcia pump, po krótkiej konsultacji postanowiłyśmy zostać... I przepadłam. Nigdy nie wyszłam tak szczęśliwa z zajęć fitness. Prowadząca tak mi podpasowała, że zaczęłam się pojawiać także na innych zajęciach. Nie zawsze było kolorowo, do tej pory pamiętam jak prawie się rozpłakałam, bo totalnie sobie nie radziłam na zajęciach. Tylko nie byłam z tym sama. Instruktorka potrafiła mnie wtedy wesprzeć, zmotywować. Tak naprawdę dzięki niej złapałam bakcyla i nie poddałam się. Za to będę jej wdzięczna do końca życia. 


©Anorexic.Candy

Obecnie aktywność fizyczna nie sprawia mi problemu. Kocham trening siłowy. Nadal chodzę na pumpa do mojej ulubionej instruktorki. Oprócz tego śmigam na siłownię. Trening siłowy to moja ogromna miłość, a moje ciało to potwierdza: schudłam, kondycja się poprawia, jestem coraz silniejsza. Trening jest dla mnie fajna odskocznia od problemów. Nadal nie wychodzi mi tak, jak sobie życzę, ale nie poddaję się i walczę dalej. Testuję nowe plany treningowe, obecnie próbuje także polubić cardio, do tego wreszcie trzymam 100% czystej michy. Nadal jestem w trakcie mojej drogi do wymarzonej sylwetki (przede mną drugie tyle kilogramów do zrzucenia), wiem, że czeka mnie jeszcze wiele wzlotów i upadków, ale czuję, że mój cel jest z każdym dniem bardziej realny :-)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Motivate me... Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos