poniedziałek, lutego 06, 2017

Nie lubię szkoleń

Autor: Anorexic.Candy o poniedziałek, lutego 06, 2017
Musisz się rozwijać! Zdobywać nowe kwalifikacje! Idź na szkolenie! Pfff i co jeszcze. Zawsze jak ktoś próbuje mnie wysłać na szkolenie to mam ochotę wyskoczyć przez okno. Nie zrozumcie mnie źle - ja serio lubię się rozwijać, zdobywać nowe umiejętności i poszerzać wiedzę. Ale szkoleń po prostu nienawidzę! 

Nie twierdzę oczywiście, że wszystkie szkolenia są be. Niektóre są interesujące, ciekawie poprowadzone, dają niezłego kopa itd. itp. Czasem zależy to od tematu, czasem od prowadzącego, ale w sumie liczy się to, by wyjść ze szkolenia usatysfakcjonowanym. No właśnie. 

Jeśli idę na szkolenie to oczekuję, że dostanę jakąś porcje wiedzy potrzebnej mi do życia/szczęścia/pracy, szczególnie, jeśli szkolenie zabiera mi 8 godzin z życia, a moja lista "to do" zawiera milion pozycji. Oczekuję też, że prowadzący ułoży szkolenie tak, że wszystkie moduły zostaną porządnie omówione. Niestety, chyba mam za duże oczekiwania czy coś. Opowiem może na przykładzie ostatniego szkolenia, trwającego 6 godzin. Z mojego punktu widzenia - kompletna porażka i strata czasu. Szkolenie miałam zrobić już 2 lata temu, ale nigdy nie mogłam się na nie zebrać, w końcu zostałam przymuszona (mam tu na myśli szkolenie, o którym pisałam tutaj). Było to szkolenie 2 stopnia, aby wziąć w nim udział trzeba było mieć ukończone szkolenie 1 stopnia. Tyle w teorii. W praktyce okazało się, że na szkolenie trafiła dziewczyna bez ukończonego szkolenia 1 stopnia. Nie wiem, może błąd organizatorów, ktoś nie sprawdził, zdarza się. 

Szkolenie miało trwać 6 godzin, z czego oczywiście odpadają przerwy: dwie po 15 min i jedna półgodzinna. Wiadomo, uczestnicy spóźnia się zarówno na sam początek szkolenia, jak i po każdej przerwie, już się do tego przyzwyczaiłam. Myślę sobie, oni pewnie chcą tu być tak samo jak ja... Zaczyna się szkolenie: "niech każdy powie jak się nazywa, gdzie pracuje, jakie ma doświadczenie i coś, czego nikt o nim nie wie". W głowie pojawia mi się myśl, hej skoro nikt nie wie czegoś o mnie to chyba znaczy, że nie chce by wiedział. Po co komu wiedzą, że mam alergie na antyalergiczne mydło? Dobra, czepiam się, wiem ;-) Na tego typu zapoznanko tracimy pół godziny. Już wiem, że z branży nikogo, nie ma więc z kim wymienić ewentualnych doświadczeń. Następnie okazuje się, że dziewczyna bez ukończonego 1 stopnia nic nie rozumie i trzeba zrobić wprowadzenie, by chociaż podstawowe pojęcia rozumiała. Nuuudy. Kolejne pół godziny leci. Wreszcie zaczynamy pierwszy moduł, oczywiście od razu jest wspomnienie, że musimy się spieszyć, by wyrobić się przed przerwa. Skrócimy więc to i to, o tym nie będziemy mówić, bo mało ważne, o, a to najlepiej sobie doczytajcie. Przecież przed przerwa musimy jeszcze wcisnąć to, co prowadzący tak bardzo lubią! Praca w grupach!!! 

Nie wiem, jakaś nowa moda, że każda pierdołę trzeba przepracować w grupie. Ja rozumiem, że praktyka to fajna cześć szkolenia, tylko też bez przesady. Po co grupa kilku obcych osób ma siedzieć przez 30 min i opisywać proces kupna batonika w automacie? O wiele szybciej byłoby każdemu z osobna dać zadanie opisania jakiegoś procesu krok po kroku bez zbędnego zastanawiania się. A grupa... No cóż, przez kilka minut będzie kłótnia kto ma pisać na kartce, potem gadanie o pierdołach, by opisać tego nieszczęsnego batonika na ostatnia chwile. Jasne, uczmy się pracy w grupie itd. itp. Piękna wizja, że wszyscy będą pracować na identycznym poziomie, wnosząc piękne pomysły i ogólnie tęcza i jednorożce. Otóż nie. W całym moim życiu jedynie na studiach pasowała mi praca w grupach. Mogliśmy sami się dobierać, więc zawsze lądowałam z 2 koleżankami, podział pracy był jasny (każda miała etap do zrobienia), potem się spotykałyśmy i kończyłyśmy projekt. Wszystko było na czas i profesjonalnie. W pozostałych etapach życia bywało gorzej: trafiały się osoby, które nie robią nic, osoby, które nie chcą współpracować, osoby, które wszystko wiedzą lepiej itd. itp. Na szkoleniu taka praca w grupie była po każdym module (oczywiście moduł skrócony bo "nie mamy czasu") i w sumie nie skłamię,  jeśli powiem ze że szkolenia wyniosłam następującą wiedzę:

1. Jak zaparzyć kawę i które kroki w tym trudnym procesie można pominąć
2. Jak ułożyć literę z kawałków papieru
3. Do czego można zastosować cegłę

Na merytoryczna wiedzę zabrakło już czasu ;-)

Jak tak sobie pomyślę, to ostatnie szkolenie, z jakiego wyszłam zadowolona, było 5 lat temu. Szkolenie organizowane przez Stowarzyszenie Księgowych, może dlatego nie było tam miejsca na bezsensowne marnotrawienie czasu. Jeśli chce się czegoś nauczyć wolę poczytać książki tematyczne i ewentualnie poprosić kogoś kumatego o wytłumaczenie niejasności niż iść na szkolenie, tracić czas i wyjść bez wiedzy. Gdyby nie to, że czasem muszę, gdyby nie to, że za szkolenie zapłaci firma, nie ja... Oj, moja skromna osoba nie  zaszczyciłaby swoją obecnością żadnego szkolenia. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Motivate me... Copyright © 2012 Design by Antonia Sundrani Vinte e poucos